Labels

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piłka ręczna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piłka ręczna. Pokaż wszystkie posty

piątek, 12 grudnia 2014

Z nożem na gardle

 
Fot. PAP
Zarówno męskiej, jak i kobiecej reprezentacji naszych piłkarzy ręcznych można przypisać jedno - ich mecze wywołują skrajne emocje i trzymają w napięciu do ostatnich chwil. Ile razy zdarzało się, że dopiero w ostatnich sekundach ważyły się nasze losy na ważnych imprezach. Chyba wszyscy pamiętają te sławetne 15 sekund Bogdana Wenty, które dały szczypiornistom awans do półfinału Mistrzostw Świata w 2009r. Może nie aż tak dramatycznie, ale na pewno emocjonująco, było podczas czwartkowego meczu Polek z Rosjankami, w ostatniej kolejce I fazy Mistrzostw Europy.


Mecz o wszystko
To była nasza ostatnia szansa. Po dwóch porażkach, tym bardziej bolesnych, bo odniesionych po tragicznej grze, Biało-czerwone miały jeszcze możliwość zagrania w drugiej rundzie. Trzeba było tylko wygrać z Rosjankami. Tylko tyle i aż tyle. Styl, w jakim Polki zaczęły te Mistrzostwa nie napawał optymizmem. Popełniały proste błędy, nie potrafiły nawiązać walki z poprzednimi rywalkami. Choć padały wielkie słowa i obietnice, nie wiadomo było czy rzeczywiście wielkie odrodzenie ma szansę nastąpić. Aby awansować, Polska reprezentacja potrzebowała pełnej puli punktów, gdy naszym przeciwniczkom wystarczyłby awans. Miałyśmy wiele do stracenia, ale jeszcze więcej do zyskania.

Początek meczu wyglądał dobrze. Polki uzyskały nieznaczną przewagę i nie traciły jej nawet pomimo gry w podwójnym osłabieniu. Wtedy jednak nadeszła magiczna ósma minuta, po której, tak jak w poprzednich meczach, coś w naszej grze się zepsuło. Nasz zespół ogarnęła dziwna niemoc, skrzętnie wykorzystana przez Rosjanki, które zdobyły cztery bramki z rzędu i wygrywały 5:2. Po dłuższej chwili udało się jednak wrócić na poprzednie tory i nawiązałyśmy kontakt z przeciwniczkami. Świetnie w bramce spisywała się Izabela Prudzienica, nie dopuszczając rywalek do naszej bramki. Wspomagała ją w tym naprawdę solidna defensywa, momentami nawet zbyt skuteczna, co owocowało wykluczeniami. Podczas całego spotkania Polki przesiedziały na ławce aż 18 minut. Pierwsza połowa skończyła się jednak dwubramkową przewagą Biało-czerwonych (13:11).
Druga połowa rozpoczęła się od wymiany cios za cios. Na każde nasze trafienie, Rosjanki odpowiadały swoim. Dopiero kwadrans przed końcem spotkania sytuacja uległa zmianie. Po dwóch bramkach z rzędu, reprezentantki Sbornej prowadziły 22:20. W tej fazie meczu było to niebezpieczne. Na całe szczęście, w naszej bramce rządziła Prudzienica, która powstrzymała atak Rosjanek. Podopieczne Kima Rasmussena nie miały już nic do stracenia, a wręcz przeciwnie - były głodne zwycięstwa. Zaczęły bardzo dobrze grać w ofensywie i pięć minut przed końcem spotkania wysunęły się na prowadzenie 26:24. Świetnie działała nasza obrona, Polki przejmowały w końcówce większość piłek i wyprowadzały przemyślane, spokojne kontry. W utrzymaniu zwycięstwa nie przeszkodziła nawet trzecia kara dla Moniki Stachowskiej, która zaowocowała czerwoną kartką. Wynik przypieczętowała Alina Wojtas, zdobywając trzy fantastyczne gole z rzędu. Anna Punko zdobyła jeszcze dla Rosjanek trafienie z karnego, ale nie wpłynęło to na końcowy wynik. Reprezentacja Polski zwyciężyła 29:23.


Druga twarz
Pierwszym, co cisnęło mi się na usta po tym spotkaniu było: "Dziewczyny, dlaczego nie można było tak grać od początku?" O ile mniej nerwów i stresu kosztowałoby to nie tylko kibiców, ale też same zawodniczki. Najważniejsze jest jednak to, że Polki zdołały wywalczyć sobie awans. Po meczu cieszyły się tak, jakby zdobyły co najmniej Mistrzostwo Świata. Czemu się jednak dziwić? Udało im się pokonać własne słabości, podnieść się z kolan, udowodnić wszystkim, że mogą i potrafią. Teraz ludzie będą pamiętać nie o tym, że podopieczne Kima Rasmussena przegrały dwa pierwsze spotkania w tragicznym stylu, ale o tym jak wspaniale poradziły sobie z Rosjankami. Jeśli chcemy kurczowo trzymać się aluzji i porównań do zeszłorocznego światowego czempionatu, to właśnie wczoraj, w tym trzecim meczu mogliśmy zobaczyć tę drużynę, która zajęła wtedy czwarte miejsce. Biało-czerwone pokazały to za co kibice pokochali je rok temu - charakter, świetną grę i walkę do ostatniej sekundy. Tak jak obiecywały, zostawiły serce na boisku i osiągnęły cel.
Kim Rasmussen, trener reprezentacji, w końcu miał powody do zadowolenia:
- Dziewczyny pokazały niesamowity charakter. Świetnie rozegrały ten mecz w swoich głowach. Graliśmy mądrze. Nie podejmowaliśmy niepotrzebnego ryzyka. Dobrze rozgrywaliśmy momenty w przewadze. Jak do tego wszystkiego dołożyć polskie serce i ducha walki, to cud może się zawsze wydarzyć. W taki sposób właśnie chcemy grać - tłumaczył szczęśliwy selekcjoner reprezentacji Polski.

Najbardziej chwalonymi zawodniczkami były, tradycyjnie już, kapitan Karolina Kudłacz i rozgrywająca Alina Wojtas, które razem zdobyły ponad połowę bramek dla naszej reprezentacji. Pochwały zebrała także Izabela Prudzienica, bez której mecz mógłby wyglądać o wiele gorzej.
W samych superlatywach o swoich koleżankach wypowiadała się doświadczona Iwona Niedźwiedź:
- Zagrałyśmy perfekcyjny mecz. Sygnał do walki dała Iza Prudzienica, która zagrała dzisiaj niesamowicie w bramce. Przez cały mecz wynik trzymała też Karolina Kudłacz, za co należą jej się wielkie brawa. A za to, co zrobiła w końcówce Alina Wojtas, czapki z głów. Będziemy tej trójce jutro nosiły bidony przez cały dzień - powiedziała PAP nasza rozgrywająca.
 Niedźwiedź wspomniała też o surowych sędziach:
- Miałyśmy świadomość, że przeciwnik nie może nam odskoczyć na więcej niż dwie bramki. Tylko w takiej sytuacji miałyśmy szansę na sukces. Sędziowie też trochę nam nie pomagali. Wlepili nam mnóstwo kar, jedne słusznie, inne mniej. Pod tym kątem mecz nam się nie udawał, ale byłyśmy za to bardzo skuteczne. Rosjanki wcale nie są złym zespołem, ale chyba my chciałyśmy bardziej wygrać.

Co dalej?
Znamy już kolejne rywalki naszej reprezentacji. W drugiej rundzie turnieju w naszej grupie znalazły się, oprócz Hiszpanek i Węgierek, drużyny z  Norwegii, Danii i Rumunii. Z tymi zespołami grałyśmy już nie raz, nawet na wspomnianych wcześniej MŚ w Serbii i znamy się bardzo dobrze. Nie znaczy to jednak, że będą to łatwe spotkania. Do kolejnej fazy awansują dwa najlepsze zespoły. W wyniku przeniesienia punktów z pierwszej fazy, na pierwszym miejscu w grupie I uplasowała się Norwegia z liczbą 4 punktów. Tuż za nią jest Hiszpania z takim samym wynikiem. Trzecie miejsce zajmują Węgierki (2 punkty), później mamy Danię i Rumunię (po 1 punkcie), a stawkę zamykają Polki, które nie mają na swoim koncie jeszcze żadnej zdobyczy punktowej. Sytuacja jest trudna, ale nie niemożliwa do pokonania.
Jak powiedziała Kinga Grzyb, wszystko zależy od nastawienia:
- Jesteśmy silne. Mimo dwóch porażek cały czas wierzyłyśmy w sukces i jak widać, wiara czyni cuda. Niczego nie obiecuję. Musimy wierzyć w siebie, myśleć pozytywnie, a powinno być wówczas dobrze.
 Wiemy już z kim będziemy grać i wiemy także jakie zmiany czekają reprezentację. Trener Ramussen zapowiedział jedną zmianę w naszej kadrze - bramkarkę Małgorzatę Gapską zastąpi Anna Wysokińska. Nie ma to jednak nic wspólnego z kontuzją czy gorszą dyspozycją Gapskiej. Jest to zwykła zmiana taktyczna, zaplanowana przez trenera. Zobaczymy jakie przyniesie to skutki.
Kolejny ważny sprawdzian naszej drużyny, z reprezentacją Danią, już jutro o godzinie 16.00. Trzymajmy kciuki, aby Polska nadal grała na takim gazie jak podczas meczu z Rosją.

czwartek, 11 grudnia 2014

Równia pochyła

Fot. Michał Stańczyk

Czasami porażki motywują. Sprawiają, że sportowcy odnajdują w sobie siłę i wolę walki, chcą zatrzeć niemiłe wrażenie, jakie wywarli swoją postawą. Na nasze nieszczęście, ta ewentualność nie wystąpiła w przypadku Polskich szczypiornistek. Podopieczne Kima Rasmussena przegrały swój drugi mecz na Mistrzostwach Europy.

Brak wsparcia
Po pierwszym meczu istotny dla nas był także wynik spotkania między Węgrami a Rosją. Nawet tutaj szczęście nam nie sprzyjało, ponieważ nasze przyszłe przeciwniczki podzieliły się punktami po wyniku 29:29. Korzystniej byłby, aby choć jeden zespół pozostał bez punktu. W przypadku wygranej Rosjanek nad Hiszpankami Polki bezwzględnie musiałyby wygrać z naszymi wschodnimi sąsiadkami. Iberyjki nie dały jednak wyrwać sobie choć punktu, wygrywając 25:24. Z naszej perspektywy znaczyło to tyle, że wciąż mamy szansę na awans do drugiej rundy. Trzeba było tę szansę jeszcze wykorzystać.

Koncert błędów
Mecz z Madziarkami miał być łatwiejszy. Biało - czerwone rozgrywały już drugi mecz, a powszechnie wiadomo, że to początki sprawiają najwięcej problemów. Pierwsze minuty spotkania mogły dawać nadzieję, że będzie dobrze. Szybko okazało się, że był to chwilowy przebłysk. Tak jak w meczu inauguracyjnym, tak i teraz Polki zaczęły popełniać błędy, szczelna na początku obrona zaczęła się sypać a w ataku całkowicie brakowało nam skuteczności. Kiedy przegrywaliśmy już 5:11, Kim Rasmussen postanowił wprowadzić zmienniczki - Joannę Drabik i Klaudię Pielesz. Okazało się to tylko chwilowym sposobem na poprawę złej dyspozycji Biało-czerwonych. Na przerwę schodziły z wynikiem 7:14.
W drugiej partii niewiele się zmieniło.Podopieczne duńskiego trenera nie potrafiły wykorzystać okresów gry w przewadze, popełniały proste błędy i gubiły podania. Węgierki spuściły z tonu dopiero 10 minut przed końcem spotkania, kiedy to, niemające nic do stracenia Polki zaczęły gonić wynik. Zmniejszyły stratę z dziewięciu do pięciu bramek. Było jednak zdecydowanie za późno. Zamiast rozegrać atak pozycyjny, Biało-czerwone próbowały rzucać co kończyło się stratami i szybkimi kontrami Węgierek. Ostatnią szansę zmarnowała Iwona Niedźwiedź, która grała z obolałą stopą i nie była zbyt skuteczna.

Jak nie grać w szczypiorniaka
Polskie szczypiornistki w meczu z Węgrami zaprezentowały poziom jeszcze gorszy niż w poprzednim spotkaniu. Pozwalały rywalkom na wszystko, jeśli juz próbowały nawiązywać kontakt, były to tylko chwilowe zrywy.  
Na pomeczowej konferencji swojego rozczarowania nie krył trener, Kim Rasmussen:
- Pierwsza połowa była bardzo słaba w naszym wykonaniu. Graliśmy źle. W ataku, kiedy trzeba było biec w lewo, my biegliśmy w prawo, kiedy trzeba było w prawo, my biegliśmy w lewo. Nie poznawałem swojego zespołu. - mówił selekcjoner reprezentacji Polski, który był zły na rozwój sytuacji. - Po przerwie było lepiej, jednak w wielu momentach podejmowaliśmy złe decyzje, chcieliśmy za szybko zdobyć bramkę i niepotrzebnie przeprowadzaliśmy indywidualne akcje, które zwykle kończyły się stratą

 a Iwona Niedźwiedź skwitowała postawę swojej drużyny, krótkim zdaniem: "-Wypada tylko przeprosić kibiców." Widać było, że Biało-czerwone są kompletnie przybite takim stanem rzeczy. Żadna z zawodniczek nie potrafiła wyjaśnić co jest przyczyną aż tak tragicznej gry. Na każde wspomnienie o zeszłorocznych Mistrzostwach Świata, na których Polki zajęły czwarte miejsce, pojawiały się komentarze, że to zupełnie różne imprezy i nie ma co ich porównywać.
Tak na ten temat wypowiedziała się bramkarka naszej reprezentacji, Małgorzata Gapska:
To są zupełnie inne zawody, inne przeciwniczki i przede wszystkim inny tok przygotowań. Wtedy miałyśmy więcej czasu na poznanie siebie, naszego tempa akcji. Były dwa tygodnie, codziennie po dwa treningi. Miałyśmy również czas na rozkręcenie się w turnieju, bo na początku były łatwe rywalki. Tutaj tego zabrakło. Taki jest jednak sport i trzeba to przyjąć. Nie jesteśmy zadowolone z siebie i sposobu, w jaki przegrałyśmy mecze, a niech pan uwierzy, można schodzić z parkietu po przegranym spotkaniu z podniesioną głową. Miejmy nadzieję, że te dwie porażki czegoś nas nauczyły i będzie przełom z Rosją. Jeżeli nie, to będzie smutno, bo trzeba będzie szybko wrócić do domu. Nie chcę jednak teraz o tym myśleć. Dzisiaj trzeba skończyć żałobę po wczorajszym meczu i czas zacząć myśleć pozytywnie.

Nie tylko Gapska nawoływała do otrząśnięcia się po porażce. Inne zawodniczki też wskazywały, że bardzo ważnym krokiem będzie teraz zapomnienie o dwóch kompletnie nieudanych spotkaniach i podejście do meczu z Rosją z chłodną głową. Pojawiały się też obietnice i słowa mające wlać nadzieję w serca kibiców.
Druga goalkeeperka Biało-czerwonych, Izabela Prudzienica, zapewniała:
 
- To są mistrzostwa Europy, tu grają najlepsze drużyny. Walczymy, dajemy z siebie wszystko do ostatniej sekundy. Czasami to nie wychodzi, ale starałyśmy się gonić rywalki - powiedziała Prudzienica - Zwycięstwo Hiszpanek oznacza, że mamy ostatnią szansę w spotkaniu z Rosją. Zagramy o nasz honor. Będziemy się starać ze wszystkich sił. Mogę obiecać, że zostawimy serce na boisku.

Nam pozostaje tylko mieć nadzieję, że Polki rzeczywiście otrząsną się po laniu jakie zgotowały im reprezentacje Hiszpanii i Węgier. Mecz z Rosją, który odbędzie się już dziś o godzinie 18.15 jest meczem o być albo nie być na tym turnieju. Naszym przeciwniczkom do awansu wystarczy tylko remis, ale dla nas liczy się tylko zwycięstwo. Teraz już wszystko w naszych rękach.

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Trudne początki

 
Fot. Norbert Barczyk


Rozpoczęły się właśnie Mistrzostwa Europy piłkarek ręcznych, organizowane wspólnie przez Węgry i Chorwację. Biało - czerwone nie mogą jednak dobrze wspominać swojego pierwszego meczu.

Piłka ręczna, zwłaszcza kobieca, w Polsce jest sportem, może nie tyle niszowym, co niedocenianym. Pomijając ważne międzynarodowe imprezy, zainteresowanie tą dziedziną jest raczej umiarkowane. Polskie szczypiornistki zyskały sobie grono kibiców po ostatnich Mistrzostwach Świata, na których podopieczne duńskiego trenera, zajęły czwarte miejsce. Zaostrzyło to apetyty kibiców na sukces na europejskim podwórku.Od początku jednak było wiadomo, że łatwo nie będzie. "Polską" grupę tworzą bowiem takie drużyny jak Hiszpania, Węgry i Rosja, będące od lat elitą światowego handballa.

Zimny prysznic
Na początek przyszło nam zmierzyć się z reprezentantkami z Półwyspu Iberyjskiego. Hiszpanki, brązowe medalistki ostatnich Igrzysk Olimpijskich, nie były łatwym przeciwnikiem. Mimo dobrego początku, kiedy Polski starały się nawiązać walkę z rywalkami, nie pozwalały im uciec na zbyt dużą odległość punktową. W pewnym momencie, udało im się nawet wypracować przewagę. Jednak im dalej, tym gorzej działo się w naszym obozie. Podopieczne Kima Rasmussena, traciły piłkę, popełniały proste błędy i nie potrafiły powstrzymać rozpędzonych Hiszpanek. Druga połowa całkowicie należała do naszych przeciwniczek, które spokojnie kontrolowały wynik i stało się jasne, że nie jesteśmy w stanie wydrzeć im zwycięstwa. Najjaśniejszymi punktami naszej drużyny były Alina Wojtas i Karolina Kudłacz, które razem zdobyły ponad połowę bramek w niedzielnym meczu. Nie wystarczyło to jednak, aby wygrać z Hiszpankami. Mecz zakończył się przegraną Biało - czerwonych 22:29.

Kim Rasmussen, selekcjoner reprezentacji Polski tak skomentował postawę swoich podopiecznych:
- Wykonaliśmy dużą pracę przed tym turniejem i przed tym meczem, ale to nie wystarczyło. Rywalki karały nas za każdą niewykorzystaną szansę. Myśląc o zwycięstwie, nie powinniśmy mieć tak dużo strat i niewykorzystanych sytuacji - żalił się Duńczyk - Zawsze jestem zawiedziony po porażkach w takim stylu. Popełniliśmy za dużo prostych błędów. Zabrakło nam profesjonalizmu i cynizmu w naszej grze. Nie potrafię sobie ciągle wytłumaczyć, jak to możliwe, że wyrzuciliśmy dziewięć piłek w aut w trakcie meczu. Takie straty kosztowały nas wiele.

Pecha ciąg dalszy
W niedzielnym meczu kontuzji doznała nasza podstawowa rozgrywająca - Iwona Niedźwiedź. W 49. minucie spotkania, przy stanie 19:23 zeszła z boiska, skarżąc się na ból stopy. Z początku wszystko wyglądało bardzo źle i Niedźwiedź od razu po meczu została przewieziona do szpitala na badania. Na całe szczęście okazało się, że kontuzja nie jest na tyle poważna, aby wykluczyć rozgrywającą na całe Mistrzostwa. Ból okazał się mieć związek z rozcięgnem podeszwowym, z urazem którego Polka zmaga się już od kilku tygodni.
Sama zawodniczka tak wypowiedziała się dziś na temat swojej kontuzji:
Kiedy w czasie meczu poczułam ból, byłam przekonana, że sobie coś uszkodziłam w stopie. Dlatego może to tak groźnie wyglądało. Na całe szczęście jest jak najbardziej OK. Wszystkie badania diagnostyczne wykluczyły jakąkolwiek poważniejszą kontuzję. Ze sztabem medycznym mocno pracujemy nad tym, żebym była gotowa do gry już we wtorek, w meczu z Węgierkami, w co głęboko wierzę. - mówiła rozgrywająca.

Kolejny mecz fazy grupowej już jutro o godzinie 20:30. Rywalem Polek będzie tym razem reprezentacja Węgier, która w swoim pierwszym meczu zremisowała z Rosją 29:29.

czwartek, 12 grudnia 2013

Wszystko w naszych rękach



Już od dłuższego czasu stało się jasne, że Polacy mają lepsze ręce niż nogi. Za przykład można podać nasze wyniki w sporcie. Nasi kopacze nie przynoszą nam ostatnio wielu powodów do radości, za to zawsze możemy liczyć na dobre występy naszych siatkarzy czy piłkarzy ręcznych. W rozpoczętych 6 grudnia Mistrzostwach Świata w piłce ręcznej kobiet, z bardzo dobrej strony prezentują się póki co nasze reprezentantki. Biało - czerwone, które po 4 latach wróciły na areny światowego czempionatu, w Serbii, pod wodzą nowego trenera - Kima Rasmussena, radzą sobie świetnie.

Na dobry początek...

Inaugurację tych Mistrzostw, przyszło nam zmierzyć się z reprezentacją Paragwaju - najsłabszą i najmniej doświadczoną ekipą grupy C. Miało być łatwo, jednak chyba nikt nie spodziewał się, że aż tak. Przepaść miedzy Biało - Czerwonymi a reprezentacją z Ameryki Południowej była ogromna. Paragwajki nie potrafiły poradzić sobie z o klasę lepszymi Polkami, popełniały podstawowe błędy i nie były w stanie pokonać Małgorzaty Gapskiej, która nie miała większych problemów z obroną naszej bramki. Spotkanie zakończyło się wynikiem rzadko spotykanym na tym szczeblu rozgrywek - Polki rozgromiły Paragwaj aż 40:6 (pierwsza połowa - 21:2). Oczywiście na ten sukces trzeba było patrzeć przez pryzmat niewymagającego rywala, jednak nie można odmówić wspaniałej postawy podopiecznym Kima Rasmussena.

Porażki też się zdarzają

Właściwy sprawdzian formy Polek miał dopiero nadjeść. W poniedziałek naszym rywalem była reprezentacja Hiszpanii - brązowe medalistki ostatnich Igrzysk Olimpijskich i mistrzostw świata.
Zaczęło się nieźle, bo przez pierwszą połowę Biało - Czerwone nie pozwalały odskoczyć rywalkom, utrzymując je na odległość jednej - dwu bramek. Brakowało nam nieco skuteczności, by doprowadzić do wyrównania. Pod koniec pierwszej połowy wzmocniłyśmy obronę i w ten sposób udało się wywalczyć remis 11:11. Po powrocie na boisko, Hiszpanki potrzebowały dłuższej chwili by wrócić do dyspozycji sprzed przerwy. Od razu wykorzystała to nasza reprezentacja, przejmując inicjatywę na boisku i utrzymując przez jakiś czas dwubramkową przewagę. Najskuteczniejsza z Hiszpanek - Alexandrina Cabral nie miała szczęścia i nie mogła przedrzeć się przez naszą obronę. Gdy wszystko zaczęło wyglądać dla nas bardzo dobrze, ze snu wybudziły się rywalki. Reprezentacja Hiszpanii przyspieszyła grę, zdobywając kolejne bramki, a w bramce Iberyjek świetnie prezentowała się Silvia Navarro. Gdy zabrzmiała końcowa syrena, wynik zatrzymał się na 26:20 dla Hiszpanii.

Powrót na dobry tor

Następnie na naszej drodze stanęły Mistrzynie Afryki - reprezentacja Angoli. Już przed spotkaniem wszyscy zapowiadali, że nie będzie to łatwe spotkanie, bo Afrykanki mają specyficzny styl - bardzo siłowy i nieco chaotyczny. Zapowiadał się mecz z szybkim tempem, dużą ilością biegania i "dzikimi" rzutami przeciwniczek. Od pierwszych minut Polski grały maksymalnie skoncentrowane. Nieprzewidywalność gry reprezentantek Angoli mogła okazać się bardzo niebezpieczna. Jednak gra była wyrównana tylko do stanu 5:5. Później nasza przewaga stopniowo zaczęła się powiększać. Kwadrans przed końcem spotkania Polki zaczęły nieco się gubić i przez 7 długich minut nie były w stanie rzucić bramki. Na nasze szczęście, rywalki również gubiły się w ataku, dlatego nasze zwycięstwo ani przez chwilę nie było zagrożone. Ostateczny wynik wyniósł 32:23 (14:10) dla podopiecznych Kima Rasmussena.

Zadecydowała Argentyna

To spotkanie było najbardziej nierównym meczem Polek na tych Mistrzostwach. Choć miało być tylko dopełnieniem formalności przed kolejną fazą rozgrywek, mogło zakończyć się niespodzianką. Reprezentantki Polski rozpoczęły bardzo dobrze, świetnie grając w obronie, Gapska do 6. minuty obroniła dwa rzuty karne, a i w ataku nie miałyśmy żadnych problemów. Niestety, później Biało - Czerwone ponownie wpadły w dziwny trans, straciły koncentrację i gubiły się na boisku. Argentynki jednak nie były w stanie tego do końca wykorzystać i pierwsza połowa zakończyła się naszym prowadzeniem 14:9. Krótka przerwa podziałała na podopieczne Kima Rasmussena, bo ponownie zaczęły skutecznie atakować i dobrze rozgrywać akcje. Jednak nie mogło być tak do końca, bo polskie reprezentacje w obojętnie której dyscyplinie mają to do siebie, że uwielbiają dostarczać silnych emocji. W 35. minucie znów coś się w naszej grze zepsuło, a wielu nazwało to później "najgorszym okresem gry Polek na tych mistrzostwach". Od stanu 18:10 straciłyśmy cztery bramki z rzędu, co nie mówi najlepiej o naszej postawie, biorąc pod uwagę niewielką klasę rywala. Pozwoliłyśmy Argentynkom przejąć inicjatywę i mogło być to opłakane w skutkach. Na szczęście jednak Biało - Czerwone odzyskały panowanie na boisku i pokazały kto tu rządzi, doprowadzając do ostatecznego zwycięstwa 31:17 i awansowały do 1\8 finału.

Na deser Norwegia

Ostatnim spotkaniem fazy grupowej będzie potyczka z reprezentacją Norwegii. Tego zespoły chyba nie trzeba nikomu przedstawiać, ponieważ Norweżki są aktualnymi Mistrzyniami Olimpijskimi, Mistrzyniami Świata oraz srebrnymi medalistkami Mistrzostw Europy. Dlatego możemy nieco drżeć o wynik kolejnego spotkania, zwłaszcza po nieciekawej postawie naszych reprezentantek w dzisiejszym meczu. Nie można jednak martwić się na zapas, trzeba liczyć na miłe zaskoczenie ze strony Biało - Czerwonych. Awans do kolejnej fazy mamy już zapewniony, jednak również w meczu z Norwegią musimy zaprezentować się z jak najlepszej strony. To spotkanie już jutro o 20:15. Trzymajmy kciuki za polską reprezentację.